niedziela, 23 lipca 2017

Recenzja LV: Tajemnica Nefrytanii - Katarzyna Petrykowska

Serio, autorko? Wystawiasz własnej książce ocenę 10/10 i nawet się z tym nie kryjesz? Nawet Michalak nie jest tak bezczelna.
Strong Ferrin vibe.
Mimo tego, powieść ta przyciągnęła moją uwagę, bo (poza tym, że jestem masochistką i złe selfpuby to moje guilty pleasure) bardzo lubię motyw podróży do innego świata. Mało tego, po darmowym fragmencie okazało się, że w tym przypadku jest to świat gry komputerowej. Po moich ostatnich doświadczeniach z selfpubami o podróży do świata gier pewnie powinnam była pójść po rozum do głowy i olać sprawę cienkim sikiem, problem w tym, że mam okropną słabość do tego typu historii: nieszczęśliwa na Ziemi dziewczyna/dziewczynka, która idzie do świata fantazji i tam ratuje świat, przeżywając masę przygód... Kurde, sama mam takie opko na koncie, napisane w wieku dziewięciu lat, więc siła sentymentu jest mocna. Nie mogłam NIE przeczytać Nefrytanii.
No i cóż... nie ma zaskoczenia, to zła książka jest. Błędy na każdej stronie („Proca Struża”, „Niedobrze, oj, nie dobrze...”, interpunkcja w cały świat, kompletna nieumiejętność poprawnego zapisu dialogów etc.), Fetysz Pisania Wszystkiego Z Wielkich Liter, niespójność świata przedstawionego, fabuła, która sprawia wrażenie wymyślanej na bieżąco, niewiarygodny infantylizm nawet jak na powieść kierowaną dla dzieci... Nawet ilustracje są koszmarne, jest ich jakieś pięć na krzyż i co jedna, to gorsza od poprzedniej.
Żeby nie być gołosłowną...
Główną bohaterką jest Larysa, dziewczę w wieku bodaj czternastu lat, bardzo nieszczęśliwe z powodu ojca, który ją zostawił, matki-pijaczki, która sobie z tą sytuacją nie radzi oraz szkolnych prześladowców. Pewnego dnia dostaje na urodziny od babci grę kupioną na targu (aha...), w której wciela się w elfkę Nivę. Niva niespodziewanie odwiedza jej świat i mówi, że świat z gry, Nefrytania, potrzebuje jej pomocy w znalezieniu porwanego króla. Larysa, choć mocno niechętnie, zgadza się i w ciele Nivy udaje się uratować fantastyczny świat.
Założę się o wszystko, że jest to pierwsza w życiu próba pisarska autorki, bo oczytana, dorosła osoba, szlifująca warsztat od kilku lat, choćby się bardzo starała, to nie byłaby w stanie napisać nic nawet stylizowanego na coś tak okropnego. No bardzo mi przykro, po przedmowie czuć, że autorka jest sympatyczną osobą i bardzo się cieszy z napisania, ekhem, książki, ale pisać to ona po prostu NIE umie. Koniec, kropka.
A mimo to... z różnych selfpubów ten wyróżnił się tym, że czytało się go przyjemnie. Można się wręcz pokusić o stwierdzenie, że to jedna z tych książek, które są tak złe, że aż dobre. Absolutnie nie w sensie „obiektywnie dobrze napisane”, ale, hm... śmieszne. Niektóre elementy świata przedstawionego i rozwiązania fabularne są tak dziwne, głupie lub kretyńskie, że ciężko nie wybuchnąć śmiechem albo co najmniej nie dostać wytrzeszczu z niedowierzania. Aspekt rozrywkowy jest przedni – choć niezamierzony.
Dzieciom raczej nie polecam – zbyt miałkie i infantylne nawet dla kilkulatków. Dorosłym – jak najbardziej.
Jeden z wielu fragmentów, przy których parsknęłam
śmiechem w pociągu.

2 komentarze:

  1. Poziom poprawności językowej mnie rozwalił, ale z tego co widzę, to jest to coś na zasadzie My Immortal - równocześnie najgorszego i najlepszego fanfika na świecie xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham Skrzaca Nimfe, brzmi swietnie! <3

    OdpowiedzUsuń