poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Recenzja LIII: Zryw. Grać, aby żyć - Dmitrij Rus

Motyw ucieczki do innego, fantastycznego świata to nie pierwszyzna w literaturze. Ostatnimi czasy, motyw ten poszerzył się o nową gałąź ewolucji: ucieczka do świata gry. Szczególnie popularne jest to w anime. Sword Art Online, Overlord, Konosuba... Tytułów jest mnóstwo, a temat cieszy się sporym wzięciem. No i pewien Ukrainiec mieszkający w Rosji postanowił wykorzystać ten motyw w swojej książce. Którą wydał. Poprzez self-publishing.
Ajajajajaj.
Jakby być czepialskim, to już od okładki
zaczynają się problemy.
Z jakiegoś powodu, w naszym pięknym kraju to wydawnictwo Rea – dalekie od vanity et cetera – postanowiło wypuścić tę książkę na rynek. Z jednej strony zrozumiałe, bo ponoć w Rosji cykl (tia, toto ma już siedem części) cieszy się niezłą popularnością. Z drugiej... serio? Nie bali się wydawać nie dość, że selfpuba, to jeszcze o takiej tematyce?
Cóż, ponieważ lubię motyw ucieczki do świata gry, do lektury przystąpiłam pełna entuzjazmu. Nie, naprawdę. Mimo wiedzy, że to rosyjski selfpub. No i cóż... czy muszę tłumaczyć, jak srodze się zawiodłam?
Ok, wiem, że muszę.
A zatem: nasz główny bohater dowiaduje się, że ma raka mózgu i został mu jakiś miesiąc życia. Odkrywa, że istnieje sposób na przeżycie... mniej więcej. Otóż rozwój technologii gier komputerowych doprowadził do powstania zjawiska zwanego „zrywem”: osoba zbyt długo pozostająca w wirtualnym świecie 3D, umysłem zostaje w nim uwięziona, bez możliwości powrotu, za to z gwarancją spędzenia reszty (prawdopodobnie nieśmiertelnego) życia w wirtualnym świecie, czemu nie może przeszkodzić nawet odłączenie od internetu, wyłączenie serwerów czy całkowite zlikwidowanie gry. Niewiele myśląc, bohater rozpoczyna nowe życie jako nekromanta Lait.
Ja pitolę, nawet nie wiem, od czego zacząć.
Na początku zapowiadało się nawet nieźle, wręcz obiecująco. Ale gdy tylko Lait przekracza próg świata gry, wszystko się wali i jakość powieści leci na łeb, na szyję. Choć Lait nigdy nie grał w tego konkretnie MMORPG-a, los mu sprzyja po prostu we wszystkim. Jest genialny, wspaniały i niesamowity. Tworzy hybrydę kiepskiej klasy, ale odkrywa sposób na uczynienie z tego najlepszej klasy w grze. Bez najmniejszych problemów wchodzi w posiadanie najpotężniejszych itemów i najrzadszych mountów. Co chwilę zupełnie, absolutnie, totalnie przypadkiem odkrywa tajne questy o ogromnych nagrodach, które W ŻYCIU nie miałyby prawa zaistnieć w jakiejkolwiek grze MMO, co zostaje zbyte machnięciem ręki i krótkim domysłem, że moderatorzy czuwają. Najwyraźniej moderatorzy tej gigantycznej gry, pełnej ludzi w zrywie, najwięcej czasu spędzają, pochylając się nad Laitem i pilnie dbając o jego zajebistość, bo innego wytłumaczenia tu po prostu nie ma.
Aspektem tej książki, która najbardziej doprowadza mnie do białej gorączki, jest przedstawienie postaci kobiecych i to, jak główny bohater się do nich odnosi, serwując niekończącą się kopalnię mądrości na temat ich próżności, spóźnialstwa, płaczliwości, głupiutkości et cetera. Taali, dziewczyna, która przyznaje, że gra, by zapomnieć o traumatycznym wydarzeniu, jakim było porwanie przez grupę facetów, zbiorowy gwałt, porzucenie w rowie, społeczny lincz i przegraną w sądzie, bo chłopaczki byli synalkami jakichś grubych ryb, niemal natychmiast po poznaniu Laita rzuca mu się w ramiona i do łóżka. AAAAAARRRRRRRGHHHHHHHHHHH!!!
Jakby tego było mało, język powieści jest po prostu KOSZMARNY. Naprawdę, w życiu nie widziałam czegoś tak masakrycznie ZŁEGO. Rosyjskiego uczyłam się cały jeden semestr, w czwartej klasie podstawówki, i jedyne, co mi po tym zostało, to umiejętność powiedzenia „banan” z akcentem, ale wygląda mi to tak, jakby tłumacz albo wrzucił tekst do translatora, albo ze słownikiem w ręku tłumaczył wszystko dosłownie, słowo po słowie, i tak zostawił. Gramatyka jest jakaś z kosmosu, zwroty, nawet pojedyncze słowa często w ogóle nie mają sensu w kontekście, szyk zdania lata w cały świat. W dodatku pojawiają się karygodne błędy, jak twierdzenie, że królik to dziecko zająca. Panie aŁtor, spieszę z wyjaśnieniem: królik i zając to dwa osobne gatunki, które na dokładkę nawet nie mogą się krzyżować. A dialogi... to osobny koszmar, który nawet ciężko mi opisać. Brzmi to jak maksymalnie nieudolna stylizacja, tylko nawet nie wiem na co. Jakiś rubaszna, pseudośredniowieczna gwara, którą na dokładkę posługują się WSZYSCY: NPCe, gracze casualowi, ludzie pogrążeni w zrywie...
Oprócz tego, powieść jest niewiarygodnie wprost NUDNA. Każda strona jest wręcz zasrana dokładnym tłumaczeniem statystyk, mechaniki, sposobem działania gry, interfesju, czarów, umiejętności... No i wszystko super, tylko że to nie ma ŻADNEGO wpływu na fabułę. Oh, wait, TU NIE MA ŻADNEJ FABUŁY!!! Nie ma absolutnie żadnego konfliktu! Ni ma! Zero! Null! Nada! Lait bryka po wirtualnym świecie, zabija mobki i tyle, NIC z tego nie wynika. Nic go już nie łączy z prawdziwym światem, ani pół myśli nie poświęca matce-inwalidce, no chyba że ta kupi mu trochę wirtualnej waluty za swoje ostatnie pieniądze z renty. Nikt ani nic mu nie zagraża, no bo serio, niby z jakiego powodu ma nas, czytelników, obchodzić jakiś pseudokonflikt z gildią dupków, skoro a) Lait jest nieśmiertelny i może się odrodzić, b) jest tak zajebisty, że nikt, nawet aŁtor, nie jest w stanie mi wmówić, że cokolwiek mu grozi? Rany boskie, ile tu jest zmarnowanego potencjału, to aż głowa mała.
Nie dotrwałam do końca. Nie rzuciłam tym o ścianę tylko dlatego, że mam na czytniku i mi go szkoda. Na zakończenie, łapajcie parę cytatów na potwierdzenie moich słów.

„Masz ci! Wciąż nie może się uspokoić, może go nożykiem dźgnąć? Obawiam się jednak, że paralizacją już się nie wykręcę.”

„Niesamowita detalizacja!”

„Pomilczałem chwilę i podniosłem głowę ku niebu.
– SztInie, jeśli mnie słyszysz. Słuchaj, jeśli ktokolwiek dowie się o tej rozmowie, niewczyna może nie dożyć do rana. Dlatego proszę, nie przelewaj nigdzie info, inaczej po prostu ją zabijesz.
Dziewczyna ze zdziwieniem popatrzyła na mnie:
– Ty myślisz?
– Tak, myślę. SztIn jest tu bogiem: on jest wszędzie i we wszystkim. Może i słucha, kto to wie...
Podniosłem się.
– Co się tyczy twojej historii... Ja ciebie rozumiem. Czym będę w stanie – pomogę. Najważniejsze, byś nie wpadła w amok. Sama się podstawisz i siostry nie pomścisz.
– Ty rzeczywiście akceptujesz?!

[Po tym, jak Lait i Taali uprawiali seks w wirtualu:]
„Zajrzałem do szeptu. A tu wiadomość od elfki. Oskarża mnie, że uwiodłem podpitą dziewczynę. No, ale przy tym zapowiada, że wpadnie znowu wieczorkiem. Zagadkowa jest ta żeńska logika...”

– Gdzie rozbijemy obóz? – Elfka nałożyła na hełm wianek z leśnych kwiatów. Wyglądała znakomicie. Musiałem zbierać dla niej kwiaty od chwili, gdy zobaczyłem, jak zaświeciły jej oczy, gdy schyliłem się po Słońcolista i jak była rozczarowana, gdy wepchnąłem go do torby.