czwartek, 21 lipca 2016

Recenzja XLIV: Warcraft. Początek

Refleks szachisty, nie? Od premiery filmu minęło już trochę czasu, ale dopiero teraz zebrałam się w sobie, by coś o nim napisać. Bo, powiem wam, łatwo mi nie jest o tym pisać. Uniwersum, którego nie znam, gry, w które nie grałam (poza Warcraftem II, w którym zginęłam w tutorialu i zrobiłam tableflip); ogólnie cała wiedza, jaką mam w tym temacie pochodzi z odcinka South Parku „Make love, not Warcraft”. I wiecie co? Ten film spodobał mi się tak bardzo, że był drugim w moim życiu filmem, na który udałam się do kina dwa razy (pierwszym było „Przebudzenie Mocy”).
Soundtrack skomponowany przez tego samego pana, co robi muzykę do „Gry o tron”. I wszystko jasne.
Z miejsca trzeba powiedzieć, że arcydzieło toto nie jest. Ale w kategorii filmów fantastycznych wybija się zdecydowanie na plus. Jasne, ma wady, całkiem sporo nawet, ale dla kogoś takiego jak ja, kto ma ochotę po prostu na epickie widowisko, z zachwycającymi krajobrazami, dynamiczną walką na miecze, kiczowatymi i kompletnie niepraktycznymi, ale pięknymi zbrojami, chędożonymi gryfami i orkami, które nie wyglądają jak Pudzian po kąpieli w zielonej farbie, z muzyką wgniatającą w fotel i ogólnym rozmachem doznaniowym – ten film był niemal doskonały.
OMG ORKI MIECZE ARMIE GRYFY OMG OMG
No, to może zacznijmy od wad. O wierności pierwowzorowi, obawiam się, nie mam wiele do powiedzenia. Zastanowiło mnie tylko to, że niektórym elementom przedstawionym w filmie dziwiły się nawet największe Blizzardowe fanboye – np. taki Strażnik. Pewien vlogger (Cinematic Excrements, polecam) w swojej videorecenzji przyznał, że mimo grania we wszystko spod szyldu Warcrafta, nie miał pojęcia, kim w ogóle jest Strażnik i jaką pełni rolę w tym świecie. Luby mój powiedział, że taka postać pojawiła się w którejś części strategii Warcrafta, ale jego rola była raczej niewielka i tylko powiedział parę zdań. W filmie zaś TEŻ nie do końca wiadomo, kim ten cały Strażnik jest i co robi poza nudzeniem się w zajebistej wieży przez kilka lat, póki fabuła go nie wezwie. Superpotężny czarodziej, chroni świat... i tyle w sumie wiadomo. A z drugiej strony zdarzają się baaardzo niezręczne ekspozycje, na przykład ta, w której Lothar (o którym, że na imię ma Anduin – a to kojarzę! – dowiedziałam się dopiero przed chwilą) przypomina swojej siostrze, że jest jego siostrą. Za każdym razem jak widziałam tę scenę, śpiewałam sobie w myślach na modłę Nostalgia Critica: Exposition, exposition, throw shit out ASAP!
No nic, pal sześć, przecież nie wszystko widz musi mieć wyjaśnione jak krowie na granicy, pewne niedopowiedzenia też mogą mieć swój urok. Inna wada, o wiele poważniejsza w moich oczach: niektóre sceny kończą się zbyt szybko i nagle. Potrafią się urwać tak gwałtownie i od razu przejść do czegoś zupełnie innego, że sprawia to wrażenie błędu montażowego. Nie pozwala to wybrzmieć poszczególnym scenom, a widzowi – wczuć się w klimat. W jednej chwili każą mi się wzruszać nad tragicznym backstory jednej postaci, a pół sekundy później obrywam w twarz ryczącym orkiem.
Przyjrzyjcie się temu panu.
Potem przeczytajcie opis urgala z książek Paoliniego
i zobaczcie, jak zostały przedstawione w filmie.
Starajcie się nie posikać ze śmiechu.
Kolejna wada, to że co prawda można ten film obejrzeć laikiem będąc i dobrze się na nim bawić (jak widać na moim przykładzie), ale mam jednak wrażenie, że gdybym siedziała w tym uniwersum od lat, to zrozumiałabym więcej, a na pewno o wiele bardziej cieszyłyby mnie różne nawiązania (choć tu akurat ciężko zwalać winę na twórców). Nie rozumiem na przykład, dlaczego nie mają tam całej armii bojowych gryfów, skoro jeden był w stanie poczynić takie spustoszenia w szeregach orków? Albo czym była ta niebieska sadzawka, poza tym, że akumulatorkiem many? Czy to powszechne, wszyscy czarodzieje czerpią moc z takowych? Jeśli tak, to czemu widzimy, jak robi to tylko Medivh, a nigdy Khadgar? Co to był za magiczny sześcian w tej szkole czarodziejów czy cokolwiek to było? A istota w środku? Jakie są właściwie zasady mak'gory? Jeśli to walka dwóch wodzów o przywództwo, to po kiego grzyba (SPOILER) został do takiej walki wyzwany człowiek? Czym jest Spaczenie? Czy istniało tylko w świecie orków i pewien osobnik, co do którego nie chcę spoilerować sprowadził je do, jak temu światu tam, Azeroth, czy było tam od zawsze? Skoro ceną za użycie mocy Spaczenia jest życie i skoro widzieliśmy na samym początku, że jeden jelonek może wskrzesić małe orczątko, to czemu do otwarcia portalu nie użyć bardzo dużej ilości, nie wiem, kurczaków albo krówek, albo innych powszechnie występujących zwierzątek zamiast humanoidów, które tylko sprawiają problemy i rzucają na ciebie zbrojne legiony? (Tak, tak, jesteśmy orki, znamy tylko wojnę, WAAAGH). Dlaczego dziecko Draki i Durotana zzieleniało pod wpływem Spaczenia, a inne orki nie? A może to nie kwestia Spaczenia, tylko po prostu Durotan o czymś nie wie...? Czemu pokazywanie zdruzgotanej na miazgę przez broń palną dłoni orka jest ok, a zrobienie bohaterowi przebitemu na wylot gigantyczną, żelazną łapą dziury w brzuchu już nie jest ok i zamiast realistycznych ran dostajemy ugrzecznioną, nietkniętą zbroję i kilka kropel krwi? Czemu wszystkie inne rasy poza ludźmi i orkami są potraktowane tak bardzo po macoszemu i prawie ich w tym filmie nie ma? I najważniejsze: CZEMU ELF MIAŁ FIOLETOWE ZĘBY?!
„BO LUBIĘ JAGODZIANKI! >:C”
Drugi seans pomógł mi powiązać pewne fakty, których nie skojarzyłam za pierwszym razem, ale pewien poziom skonfundowania jednak pozostał. Ale co z tego, kiedy jestem raczona takimi zajebistymi ujęciami, takim pięknie wyglądającym światem, taką świetną muzyką, no i, no i... no i OWCA! <3 <3 <3
Nie potrafię hejtować tego filmu. Jasne, zdaję sobie sprawę z jego wad, ale wszystko poza nimi za bardzo mi się podoba. Gdyby nadal to gdzieś grali, poszłabym do kina jeszcze raz. Taka impreza. Zostaję do środy.
Tyle dużo ładnego. <3
PS Coś mi się kodowanie rypło, ale mam lenia i nie chce mi się tego naprawiać.