sobota, 15 listopada 2014

Recenzja VIII: StudentsWatch

Co można zrobić z nadmiarem wolnego czasu? Spieniężyć, oczywiście! Możliwości jest bardzo wiele, zależnie od naszej inwencji twórczej, ale jeśli nie mamy pomysłu, to dla tych mniej przedsiębiorczych istnieje portal StudentsWatch.
Ekran główny przypomina te wszystkie oferty
"zbyt piękne, by mogły być prawdziwe".
 Zamysł jest prosty: wypełniaj punktowane ankiety, punkty wymieniaj na nagrody. Proste? Proste. Same punkty dzielą się na dwie kategorie: StudentsPoints, które można wymienić na nagrody rzeczowe lub pieniężne oraz SocialPoints, które są punktami rankingowymi – co miesiąc dwadzieścia najaktywniejszych uczestników otrzymuje nagrody. Jakie? A cholera wie, za to nagrody za StudentsPoints są o wiele bardziej realne. Za 50 możemy stworzyć własną ankietę (przydatna rzecz dla studentów piszących magisterkę), za 100 otrzymamy do wyboru: kupony do księgarni Legimi.com, firmowe koszulki, gotówkę (50zł) lub możemy wesprzeć organizacje charytatywne. Do tej pory udało mi się uzbierać na jedną nagrodę, wybrałam gotówkę. Po tygodniu pieniądze były na moim koncie – bez problemów, bez oszukiwania, hyc hyc i już, jestem bogatsza o okrągłe pięć dych.
Oto dowód. Już nawet zdążyłam to wydać.
 Uzbieranie wymaganych stu punktów zajęło mi rok – choć zapewne byłoby szybciej, gdyby nie to, że nie zauważyłam, iż nie dostaje na maila powiadomień o wszystkich ankietach nagradzanych StudentsPointami. Punktowane były różnie, od 1 do 12 punktów za jedną ankietę, średnio w zaokrągleniu 4. Niestety, nie wszystkie takie ankiety dawało się wypełnić do końca, jeśli okazywało się, że nie jestem przedmiotem badań. Ankieta zostawała przerwana i otrzymywałam za nią tylko SocialPoints. Niemniej, takich przypadków nie było dużo, większość ankiet jest zaprojektowana tak, że każdy może wziąć udział w badaniu do końca.
Co do tematyki ankiet – przeróżna. Badano opinie na temat reklam (bardzo fajna ankieta wideo rejestrująca twoje reakcje, za 12 StudentsPoints), leków, zdrowia, żywności, telefonów komórkowych... Pojawiały się także tematy sezonowe, jak opinie o wyborach w czasie tychże lub przeszczepach w okolicach Dnia Transplantacji.
Średnio ankiet nagradzanych StudentsPointsami jest jedna, czasem dwie lub więcej na miesiąc. Nie o wszystkich otrzymuje się powiadomienie e-mail, więc warto sprawdzać co kilka dni, czy nie pojawiło się coś nowego. Wypełnianie ankiety trwa góra kilka minut i nie jest to w żaden sposób uciążliwe. Jeśli więc ktoś jest cierpliwy i ma ochotę na małe kieszonkowe (po roku...), powinien spróbować. Wiadomo, kokosów się na tym nie zbija, ale miło dostać pięć dych praktycznie za nic.

piątek, 7 listopada 2014

Recenzja VII: Jesień

Jesień zdecydowanie nie jest moją ulubioną porą roku. Wszystko się w niej waha, od pogody do ludzkich nastrojów. Jest fajna, kiedy świeci słońce i drzewa są złote od usychających liści, ale jest beznadziejna, kiedy leje, a ciśnienie przyprawia o migrenę. Spacery w ciepłe, jesienne dni to jedno z moich ulubionych zajęć, ale kiedy jest zimno, buro i ponuro, tak że w południe trzeba zapalać światło, by w domu było jasno, mam ochotę strzelić sobie w łeb. Z procy.
Jesień to taka irytująca pora roku, kiedy nie wiadomo, jak się ubrać. Pół bidy, jak człowiek nie wychodzi z domu na długo, ale dla kogoś, kto wychodzi o świcie i wraca po nocy, jest to naprawdę drażliwa kwestia. Rano – zimno, mróz, przymrozek, bez grubego swetra ani rusz. W południe – upał, słońce świeci, proszę dzieci, a z człowieka pot się leje! Wieczorem – znów mróz trzaskający i szczękanie zębami w pakiecie. No i jak tu się nie rozchorować?
Ale te ciepłe dni mimo wszystko są najprzyjemniejsze. Jak zacznie brać jesienna depresja, wystarczy się przejść po parku/lesie, popatrzeć, jak pies się tarza w liściach, a jak ktoś jest dość odważny – samemu się potarzać. Przy odrobinie szczęścia, da się zaobserwować wiewióra albo sarenkę. Takie spotkanie od razu daje spory bonus do radochy.
Wiewiór - grafika poglądowa.
A gdy nastanie jeden z tych chłodniejszych i deszczowych dni, nie ma nic lepszego, jak wpełznąć pod kocyk i z kubkiem gorącej herbaty pooglądać seriale lub poczytać książki. Gorzej, jeżeli jednak trzeba wyjść z domu. Nawet przy zachowaniu stu procent ostrożności, zawsze się uda zarazić grypą czy nawet głupim katarem od kogoś, kto był na tyle nieogarnięty, by chorym wyjść z domu i roznosić zarazę. Bo nic tak nie poprawia humoru w deszczowy poniedziałek, jak zatkany nos.
Wzmożona zachorowalność skutkuje zaś tym, że w telewizji tylko co trzecia reklama nie dotyczy jakiegoś leku. Co prawda doszłam już do tego momentu w życiu, kiedy szlag mnie trafia na widok jakiejkolwiek reklamy, więc w ogóle przestałam oglądać telewizję, niemniej jak czasem się zdarzy, brak pomysłowości twórców reklam medykamentów potrafi przyprawić o soczysty headdesk. A w ogóle to podobno reklamowanie leków jest nieetyczne. Nie wiem, dlaczego, ale popieram, bo jak jeszcze raz usłyszę sztuczny, acz głośny kaszel...
Podsumowując: jesień zdecydowanie nie daje się łatwo lubić. Zwłaszcza, że kojarzy się z powrotem do szkoły/pracy. No nic fajnego. Ale kurde, jaka ładna potrafi być ta pora roku!